Panowie nie podają mi ręki

Zbyt dobrze wychowani?

Mam kolegów, którzy konsekwentnie nie podają mi ręki na przywitanie. Wchodzą do dużego open space’u albo sali konferencyjnej, radośnie podchodzą do każdego faceta witając się z nim, a do kobiet nawet się nie zbliżają. Protekcjonalnie pozdrawiają tylko z dala dłonią albo kiwają głową w naszym kierunku - kiedy już przywitają się ze wszystkimi panami. Czasem nawet nie patrzą, nie nawiązują kontaktu wzrokowego. Czy też są zakłopotani tą sytuacją? A może mam po prostu do czynienia z dżentelmenami, którzy nie chcą obrazić kobiety tratując ją na równi z mężczyznami? Chronią nas przed przykrościami i dostępem do brzydkiego męskiego świata. Dziękuję, ale poradzimy sobie bez tego.



Jest niby zasada, że to kobieta ma pierwsza wyciągnąć dłoń - wiem. Ale jeśli tak, to facet powinien na to poczekać, a nie witać się z innymi mężczyznami, pomijając ją. Wygląda to dość ostentacyjnie i jest po prostu przykre. Ja czuję się wtedy celowo zlekceważona. Przecież nie zawsze mam okazję sama się przywitać. Na przykład, kiedy kolega nie zbliży się nawet do mnie albo przybija pionę z chłopakiem obok i od razu zaczynają rozmowę. Mam nieśmiało przypominać, że też jestem obok? Albo lecieć przez całą salę konferencyjną z wyciągnięta ręką?

Zresztą, czy na spotkaniach zawodowych to przypadkiem nie szef albo gospodarz pierwsi podają dłoń, także kobiecie? Kolejna teoretyczna zasada, której nie widać w realu. W każdym razie, wtedy już zupełnie nie wypada mi wyciągnąć ręki, jestem zdana na przełożonego. I kiedy nie wita się ze mną, a robi to z innymi kolegami, pokazuje jasno, z kim bardziej się liczy.
Zresztą, to sytuacja nie tylko biurowo-korporacyjna. Koleżanka pracuje na uczelni i codziennie widzi coś podobnego: grupy studentów witają się na korytarzu albo papierosie i chłopaki podają ręce tylko sobie nawzajem, mimo, że dziewczyny stoją obok. Wiem, że tak są nauczeni. I domyślam się, że trudno zdecydować, co zrobić z ręką w momencie, kiedy kobieta nie wykazuje inicjatywy.

Najlepiej mimo wszystko samemu podać dłoń. Wiem, że nieznajomość przepisów nie zwalnia z ich przestrzegania, ale… My dziewczyny zapominamy czasem, że mamy to pierwszeństwo, czekamy odruchowo na inicjatywę mężczyzny, bo do niej jesteśmy przyzwyczajone. Sama się na tym łapię. I wtedy, jeśli kilka sekund tkwię z bezruchu, lepiej, żeby facet uwolni mnie od tego nieśmiało kierując dłoń w moim kierunku. Albo po prostu podając mi rękę.

Kiedy pytam znajomych mężczyzn, dlaczego tego nie robią, wszyscy powołują się na protokół dyplomatyczny. Że nie wypada. Czy jest to jedyne jego zalecenie, które poznali? Szkoda, że nie pamiętają o nim w restauracji albo w autobusach, kiedy stoją przy drzwiach utrudniając innym wyjście. Albo rzucając peta na chodnik. Warto więc może trochę odpuścić i przestać udawać angielskich lordów? W zasadach dobrego zachowania chodzi przecież przed wszystkim o to, żeby druga osoba czuła się komfortowo. Egzekwowanie jakiegoś symbolicznego gestu kosztem samopoczucia drugiej osoby jest tego zaprzeczeniem.
Trwa ładowanie komentarzy...