Zostawiacie napiwki?

Czuję się głupio nie zostawiając tipów. Za bardzo się stresuję?

Czuję się głupio nie zostawiając napiwku taksówkarzowi, pokojówce w hotelu albo u fryzjera i kosmetyczki. Płacę w recepcji. Miałabym dodatkowo włożyć dziewczynie banknot do kieszeni fartucha, jak stripteaserce? Albo zostawiać go gdzieś na blacie, kiedy jestem sama? A jeśli znajdzie to ktoś inny? Taksówkarzom kilka razy dałam, zaokrąglając po prosto sumę o parę złotych. Ale też nie byłam pewna, jak zareaguje – czy nie uzna tego za traktowanie go „po pańsku”, z wyższością. Oni chyba tego nie lubią. W każdym razie czasem rezygnuję z napiwku nie dlatego, że nie chcę go dać. Po prostu nie wiem jak.



Tipy powinno się dawać bez mówienia o tym. Dlatego tak dobrze działa to w restauracjach. Zostawia się dodatkowe pieniądze na stole i tyle. Szkoda, że tak proste zasady nie obowiązują w innych sytuacjach. Ale kiedy o tym mówię, część ludzi jest oburzona.
- Przestań. Po co dawać napiwki osobom, które dostają już pensję? Ja siedzę w robocie tak samo, jak oni, a nie dostaję nic ekstra. Płacę sporo za samo jedzenie i picie. Mogę sobie to przynieść. Nie mam ochoty dokładać innym.

Sama liczę kasę. Ale nie wiem, czy w knajpach zarabia się realne pieniądze. Wielu ludzi dostaje minimalne stawki za pracę i utrzymuje się właśnie z napiwków. Staram się więc mieć trochę drobnych, żeby zostawić kelnerowi, nawet kiedy płacę kartą. Nie lubię pytać „Czy mogę panu coś zostawić?”, kiedy podaję plastik.
Unikam natomiast miejsc, w których do rachunku automatycznie doliczane jest obowiązkowe 10 procent za serwis. Denerwuje mnie, że ktoś odgórnie ocenia jego jakość za mnie. Zresztą w takich miejscach obsługa jest zwykle gorsza. Może ma poczucie, że nie musi się starać?

Sama parę lat temu pracowałam w sklepie, 5 złoty za godzinę. Musiałam wykazywać się znajomością rękodzieła, poznawać materiały i autorów sprzedawanych rzeczy. Pakowałam prawie wszystko jako prezenty, doradzałam, obsługiwałam kasę fiskalną, wysłuchiwałam upierdliwych klientów, którzy po godzinie gadania nigdy nic nie kupowali. I pamiętam, jak któregoś razu facet dał mi pięć złotych napiwku za to wszystko. Spieraliśmy się z kwadrans i nie przyjęłam go. Oczywiście, było to pensjonarskie i naiwne. Ale nie o to teraz chodzi. Bardziej o to, że pewnie miałabym głowę i ręce otwarte na opcję napiwku, gdybym na przykład była kelnerką. A oba zawody są typowo usługowe.

Łapię się na tym, że ciągle tak myślę. Obciachem jest niedanie tipa właściwie tylko w knajpie. Reszta branż „jakoś sobie poradzi”. Może to wymówka, bo wolę zostawić więcej sobie?
W każdym razie, napiwek to podziękowanie dla człowieka. Jeśli płacimy właścicielowi firmy, a jesteśmy zadowoleni z usługi konkretnego pracownika, fajnie dać temu wyraz. Tylko nie zostawię przecież kawy albo butelki alkoholu, jak robiło się kiedyś. Zadzwonią, że czegoś zapomniałam. Nikt nas nie nauczył, jak dawać pieniężne tipy zgrabnie i bez zażenowania. Macie sposoby?
Trwa ładowanie komentarzy...